Kategoria: (Budowa domu) Autor: admin Data 4 kwi 2011

Pracę jako architekt rozpoczęłam bardzo dawno temu. Od wieków w sumie interesowały mnie takie rzeczy. Nie było chyba takiej chwili gdy nie chciałabym czegoś urządzać, tworzyć, kreślić, ustawiać. Pamiętam też ze szczegółami konkurs, w którym wzięłam udział i mogłam spełnić swoje plany. Chodziło o projekty domów drewnianych. Należało przygotować go z niezwykłą dokładnością i sumiennością. Nie wahałam się ani trochę, bo wiedziałam, że może to być spełnienie moich pragnień a wręcz strzałka w kierunku ich spełnienia. Nagrodą bowiem było stypendium dwuletnie do Włoch, gdzie pod okiem sławnych włoskich architektów uczyłabym się prawdziwej sztuki i architektury.

I traf sprawił, że zrobiłam te nieszczęsne projekty domów jednorodzinnych i wysłałam je na konkurs. Przyznam skrycie, że prawie nikt na mnie stawiał. Rodzice zamiast mnie wspomagać mówili mi, że rzucam się z motyką na słońce a znajomi sugerowali, że jest to konkurs o randze globalnej tak więc moje szanse są znikome. Aż tu nagle nadszedł termin efektów. Konkurs miał na celu wyłonić dwanaście najlepszych projektów domów. Na galę wręczenia zaproszono mnie na piśmie, ale oczywiście nie było mowy w tym piśmie, że jestem laureatem. Była tylko data, miejsce i prośba o stawienie się na miejscu, bo po rozdaniu można porozmawiać z wybitnymi architektami oraz oglądnąć specjalistyczną galerię prac przyszykowaną na tą okoliczność. Stwierdziłam, że nic nie stracę jeśli tam pojadę, ale sądziłam, że moje notowania są mizerne. Gdy ogłaszali wyniki miałam przyspieszone tętno. Wymienili mnie jako siódmą i poczułam, że serce podeszło mi do gardła.

Tags:

Podobne wpisy

Musisz byą zalogowany aby komentowaą.